logo

Monday 21st of May 2012

Statystyki

Odwiedziło [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
47
103
131

-28
W tym miesiącu:
W zeszłym miesiącu:
Dwa miesiące temu:
1883
2499
3251

-752
W tym roku:
Rok temu:
13518
29114
-15596

Wszystkich
Łącznie 57 518

Opowieści śmiesznej treści PDF Drukuj Email

Zapłakany Jasio przychodzi do domu. Matka pyta, co się stało. Jasiu na to:

- Spóźniłem się do szkoły i dla mnie zostało najgorsze świadectwo.

 

Na lekcji religii:

- Kto z was chciałby iść do nieba?

Wszystkie dzieci podnoszą ręce do góry. Tylko Jaś siedzi bez ruchu.

- A ty - mój chłopcze - pyta ksiądz – nie chcesz iść do nieba?

- Chcę i to bardzo, ale obiecałem tacie, że po lekcjach szybko wrócę do domu!

 

Mama pyta synka:

-Jasiu, jak się czujesz w szkole?

- Jak na komisariacie: ciągle mnie wypytują, a ja o niczym nie wiem.

 

Mama pyta Jasia:

- Dlaczego zjadłeś ciasto przeznaczone dla Kasi?

- Bo ja nie wierzę w przeznaczenie.

 

Jaś poszedł z babcią do kościoła w Zaduszki. Słucha, jak ksiądz czyta wypominki:

- Za duszę Jan, Marcina, Henryka, za duszę Adama, Andrzeja, Teofila…

Chłopiec słucha, słucha, w końcu zaniepokojony ciągnie babcię za rękaw:

- Babciu, chodźmy stąd, bo on nas wszystkich zadusi!

 

- Mamo, dziś na lekcji pan od matematyki mnie pochwalił!

- To bardzo ładnie, a co powiedział?

- Że wszyscy jesteśmy idiotami, a ja największym!

 

Jasio wraca ze szkoły z pokrwawionym nosem.

- Co ci się stało? Pyta mama.

- To przez tego magika z cyrku, który podczas przedstawienia wyciągnął mi z nosa złotą monetę!

- I co zostawił cię w takim stanie?

On nie! Po przedstawieniu moi koledzy szukali następnych monet!

 

Tata krzyczy na Jasia:

- I znowu pała z historii!

-Tato, to przez Jagiełę!

To nie zadawaj się z tym łobuzem!

 

- Twoje wypracowanie na temat kota – mówi nauczycielka do Jasia – składa się tylko z jednego zdania: „Nasza kotka urodziła dwa kociaki”. Czy to nie za mało?

- Myśmy się też zdziwili. Poprzednio miała pięć.

 

Na lekcji religii ksiądz pyta:

- Jasiu, gdzie mieszka Pan Bóg?

- U nas w łazience.

- Jasiu, co ty mówisz? Dlaczego?!

- Bo codziennie rano tam wali do drzwi i krzyczy: Boże, jeszcze tam jesteś?

 

Rybacy z Władywostoku złowili wieloryba. Zmierzyli go okazało się, że od ogona do głowy ma 25 metrów, a od głowy do ogona 30 metrów. Zwrócili się do instytutu w Moskwie z zapytaniem, dlaczego tak jest. Po pewnym czasie przyszła odpowiedź, ze na razie nie wiadomo dlaczego, ale nauka radziecka Zana podobne przypadki. Na przykłada poniedziałek o piątku dzielą trzy dni, a piątek od poniedziałku tylko dwa.

 

Z polowania wracają Rosjanie, ciągnąc za sobą niedźwiedzia. Spotyka ich Amerykanin i wskazuje na misia, pyta:

- Grizli?

Niet, strzelali!

 

Polaka pojechał na wakacje do Hiszpanii i postanowił obejrzeć korridę. Stanął przed stadionem. Tłum Ludzi, on bez pieniędzy…

„Wejdę na Krzysia”, pomyślał.

Odnalazł tylne wejście i obserwował z pewnej odległości, jak robią to inni. Jak pierwszy do odźwiernego podszedł gość w bogato wyszywanym złotem mundurze i powiedział:

- Matador!

Odźwierny nisko się ukłonił i otworzył przed nim drzwi.

Następnie zjawił się ubrany w czerń i srebro facet z czapką na głowie:

- Pikador! – przedstawił się i odźwierny wpuścił go, kłaniając się uprzejmie. Chwilę później przed drzwiami stanął mężczyzna ubrany w purpurę i dumnie powiedział:

- Torreador!

Wtedy Polak podrapał się po głowie, poprawił kanty w swoich dresach, śmiało podszedł do odźwiernego i powiedział:

-Teodor!

 

W tajdze syberyjskiej na sprawdzianie spotkały się trzy wywiady: amerykański, brytyjski i radziecki. By wyłonić najlepszy wywiad, kazano im przyprowadzić wielbłąda. Wszystkie trzy grupy rozeszły się w różne strony. Po godzinie wraca wywiad amerykański i prowadzi wielbłąda. Poczekali około półtorej godziny, patrzą i widzą, że wraca wywiad brytyjski, który tez prowadzi wielbłąda. Oba wywiady czekają na trzecią grupę. Mija godzina, druga, czwarta.. słońce zaczyna zachodzić, szaro na dworze. Patrzą i widzą wracający wywiad radziecki, który, prowadzi słonia. Przyglądają się bliżej i widzą, że ten słoń strasznie poobijany, pazury powyrywane, ogon i uszy ponacinane, oczy poobijane… Zdziwieni wielce krzyczą do Rosjan:

- Mięliśmy przyprowadzić wielbłąda!

A słoń na to:

- Jak Boga kocham… jestem wielbłąd!

 

Jasiu uczy się z kolegą angielskiego:

- Co to znaczy „nothing”?

- Nic.

- Niemożliwe! Musi coś znaczyć.

 

Pyta blondynka brunetki:

- Ej, gdzie tu jest druga strona ulicy?

- No, tam…

- No niech to! Jak byłam tam, to mi powiedzieli, że tu.

 

Blondynka zapisał się do biblioteki i na początek wypożyczyła sobie książkę telefoniczną. Przy zwrocie bibliotekarka pyta:

- A ciekawa chociaż była?

- Akcja niespecjalnie, ale za to ilu bohaterów!

 

Czym różni się student od psa?

- Niczym, obaj, jak się o coś spytać, tak mądrze patrzą…

 

Pewien dziennikarz postanowił zrobić wywiad na uniwersytecie. Głównym celem było określenie czasu, jaki jesteś potrzebny na opanowanie języka chińskiego. Podchodzi do profesora doktora habilitowanego i pyta:

- Panie profesorze, ile pan potrzebuje czasu, aby nauczyć się chińskiego?

- No tak, aby dość dobrze się nim posługiwać, to 7 lat.

Następnie podchodzi do studenta i zadaje to samo pytanie. Na co student spojrzał z zaskoczeniem i pyta:

- A kiedy egzamin?

 

- Co powinien wiedzieć student?

- Wszystko!

- Co powinien wiedzieć doktorant?

-Prawie wszystko co student.

- A adiunkt?

- W jakiej książce jest to, co powinien wiedzieć student.

- Docent?

- Gdzie jest ta książka.

- A co powinien wiedzieć profesor?

- Gdzie jest docent…

 

Szkot zwraca się do turysty:

- Czy to pan wyłowił wczoraj mojego synka z rzeki?

- Tak, ja. Ale nie ma o czym mówić…

- Jak to nie ma o czym mówić? A gdzie się podziała jego czapeczka?

Dwóch Szkotów założyło się, który z nich da mniej na tacę. Gdy zbliżył się kościelny, pierwszy z nich położył jednego pensa i patrzy na kolegę triumfująco.

- To było za nas dwóch! – mówi do kościelnego drugi, pobożnie się żegnając.

 

- Czemu ten pluton tak krzywo stoi?! - pieni się kapral.

- Bo ziemia jest okrągła – mówi jeden z żołnierzy.

- Kto to powiedział?!

- Kopernik.

- Kopernik wystąp!

- Przecież on nie żyje.

- Czemu nikt mi o tym nie zameldował?

 

Spadochroniarz:

- Jestem na wysokości stu metrów nad ziemią! Czy mogę otworzyć spadochron?

- Jeszcze ni!

- Jestem pięćdziesiąt metrów nad ziemią, czy mogę…

- Jeszcze nie!

- Już tylko pięć metrów!

-A co, z pięciu metrów nie skoczysz bez spadochronu?!

 

Dżungla. Na gałęzi wiszą dwa leniwce. Mija pierwszy dzień i nic. Mija drugi i też nic. To samo trzeciego dnia. Czwartego dnia jeden z leniwców powoli ruszył głową. Na to drugi:

- Roman, aleś ty nerwowy!

 

Przechwala się trzech myśliwych. Pierwszy z nich mówi:

- Ja byłem w Afryce i polowałem na lwy!

Drugi:

- A ja byłem na Alasce i polowałem na łosie!

Na to ostatni:

- Hmm, panowie, a ja byłem w Norwegii.

- A fiordy widziałeś?

- Fiordy!? Panowie, fiordy to mi z ręki jadły…

 

Wychodzi zakrwawiony kangur z autobusu.

- Co ci się stało? – pyta stojący obok człowiek.

- Ktoś próbował mi wyrwać torbę!

 

Juhas widzi bacę prowadzącego duże stado owiec.

- Dokąd je prowadzicie?

- Do domu. Będę je hodował.

Przecież nie macie obory ani zagrody! Gdzie będziecie je trzymać?

- W mojej izbie.

- Toż to straszny smród!

- Trudno, będą się musiały przyzwyczaić.

 

Idzie turysta drogą, spotyka bacę i pyta się:

- Baco, mogę przejść przez waszą łąkę, bo chcę zdążyć na pociąg o 10.40?

- A idźcie, idźcie, a jak spotkacie mojego byka, to i na ten o 9.15 zdążycie.

Przychodzi baca do jasnowidza. Puka do drzwi i słyszy:

- Kto tam?

- Eeee… To ja pierniczę takiego jasnowidza.

 

Pewnemu bacy sześć razy spaliła się bacówka. Pięć razy ją odbudował, ale za szóstym razem już się załamał. Stanął nad resztkami domu, podniósł głowę i woła do nieba:

- Panie Boże! Za co mi to robisz?!

Na to głos z nieba:

- A bo ja cię, Józek, cosik nie lubię…

 

Po pustyni idzie płetwonurek ubrany w akwalung, płetwy, żar leje się z nieba. Spotyka Araba na wielbłądzie:

- Przepraszam, daleko do morza?

- Jakieś dwieście kilometrów- mówi Arab.

- No, ładnie, ale plażę to żeście odpierniczyli!

 

Ojciec miał dwóch synów: optymistę i pesymistę. Postanowił kupić im prezenty. Pesymiście kupił piłkę, samochodzik i klocki lego. Optymiście zaś kupił kupę świeżego końskiego łajna. Chciał sprawdzić ich reakcję na otrzymane prezenty. Zamknął synów w oddzielnych pokojach i wręczył im podarunki.

Poszedł sprawdzić, co u pesymisty. Wchodzi do pokoju, a pesymista mówi:

- Tato, coś ty mi za szmelc kupił! Klocki się nie układają, piłka się nie odbija, a samochodzik nie jeździ!

Ojciec machnął ręką i poszedł sprawdzić, co u optymisty. Wchodzi do pokoju, a optymista z uśmiechem na twarzy rozgrzebuje łajni, rozrzucając ja na wszystkie strony i krzycząc:

- Tato, ten koń musi tu gdzieś być!

 

Rozmawia dwóch dresów:
- Ty, co to za gostkowie: Bach, Mozart, Betho
veen?
- To równi kolesie. Piszą melodyjki do komóry.

Przychodzi mały (8 letni) Jaś do szkoły ma całą opuchniętą i czerwoną

twarz, pani się pyta:

- Co się stało Jasiu

- Ooossss

- No co sie stało....

- Ooooosssssaaaaa

- Co osa ?? Ugryzła cię ??

- Nie tato łopatą zabił !

Ksiądz odprawia drogę krzyżową. Przy piątej stacji podbiega do księdza gosposia i szepce:
- Proszę księdza, przyjechali z wydziału finansowego! To bardzo pilna sprawa! Niech ksiądz przeprosi wszystkich i przerwie drogę krzyżową!
Ksiądz szepce do kościelnego:
- Poprowadź za mnie dalej drogę krzyżową. I tak wszystko przeciągaj, żebym zdążył wrócić na zakończenie!
Księdzu spotkanie z urzędnikami zajęło więcej czasu niż przypuszczał. Po jakimś czasie wbiega do kościoła w nadziei, że zdąży na ostatnią, czternastą stację drogi krzyżowej. Nastawia uszu i słyszy głos kościelnego:
- Staaacjaaa dwuuudziieestaaa piąątaa! Szymon Cyrenejczyk poślubia świętą Weronikę!

Ciemna noc, amerykański bombowiec leci na akcję. Cel: zrzucić spadochroniarzy na wyznaczony obszar na terytorium wroga. Samolot zatoczył krąg, zapala się czerwona lampka, następnie zielona, grupa komandosów wyskoczyła nad celem. Z wyjątkiem jednego...
Dowódca: Skacz...
Tchórzliwy komandos: Nnnie...
Dowódca: Dlaczego nie?
Komandos: Bbbo się bbboje...
Dowódca: Skacz, bo pójdę po pilota!!!
Komandos: Ttto idź...
Po chwili dowódca wraca z pilotem, a jest bardzo ciemno.
Skacz - mówi pilot - bo cię wyrzucimy siła...
Komandos nadal odmawia opuszczenia samolotu: Nnnie, bbbo się bbboje...
W ciemności słychać kotłowaninę, w końcu udaje im się wypchnąć go z samolotu.
Zdyszani siedzą w ciemnym wnętrzu:
- Silny był - mówi dowódca.
- Nnno, chhhyba ccoś tttrenował...

Dzwonek do państwa słoni. Otwiera słoń, nikogo nie ma. Tuz po zamknięciu drzwi kolejny dzwonek. Słoń pomyślał, że może się włącznik zepsuł. Otworzył drzwi, spojrzał, a na pstryczku siedzi mrówek i odzywa się grubym głosem:
- Dobry wieczór. Czy jest słonica?
- Nie ma.
- To proszę przekazać, że był Ryszard.

 

Szedł pijany generał z adiutantem przez las. Cos zaszeleściło w krzakach. Generał niewiele myśląc strzelił. Adiutant pobiegł zobaczyć co. Po chwili wraca:
- Melduje posłusznie, ze zastrzeliliście zwykła krowę!
- To nie mogła być zwykła krowa - zwykle krowy nie wałęsają się po lasach! To musiała być dzika krowa!
Idą dalej. Znowu cos zaszeleściło. General strzelił i adiutant poleciał sprawdzić. Wraca:
- Melduje posłusznie, ze zastrzeliliście dziką babę.

 

Misiu z zajączkiem siedzą w jednej celi. Misiu siedzi w kącie, a zajączek cały czas biega.
- Misiu uciekajmy stad, oni nas zabiją!
- Zajączku usiądź sobie, jesteś ze mną, nic ci nie zrobią.
Zajączek jednak po chwili wstaje i znów chodzi.
- Misiu uciekajmy oni nas zabiją!
- Zajączku uspokój się i siadaj.
Zajączek siada. Otwierają się drzwi do celi wchodzi wielbłąd. A zajączek:
- Misiu uciekajmy, zobacz co oni zrobili z tym koniem!

 

Blondynkę w samochodzie zatrzymuje drogówka.

- Prawo jazdy poproszę!

- Przecież wczoraj mi zabraliście, więcej nie mam.

 

Czemu blondynka cieszy się, ze ułożyła puzzle w cztery miesiące?

- Ponieważ na pudełku napisano: „od 2 do 5 lat.”

 

Przez pustynie idzie brunetka, ruda i blondynka. Nagle patrzą, a zza palmy wyskakuje lew i je goni.

Brunetka wzięła do ręki garść piachu i rzuciła Lwu do oczu. Lew stracił na chwilę orientację, ale zaraz znowu zaczął je gonić, więc teraz ruda rzuciła mu piachem w oczy. Znów stracił orientację, a dziewczyny zobaczyły przed sobą palmę. Brunetka i ruda wlazły na drzewo, a blondynka nie. Lew znowu się opamiętał, więc brunetka i ruda wołają do blondynki:

- Właź na drzewo, bo lew cię zje!

Na to blondynka ironicznie:

- A co, ja sypałam mu piachem w oczy?

 

Dlaczego blondynka otwiera jogurt w sklepie?

- Bo na opakowaniu jest napisane „tu otwierać”.

 

 

Polecamy

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Free Joomla Template, website hosting. Valid XHTML and CSS.